• Home
  • Aborcja
  • Wyświetlenie artykułów z etykietą: społeczeństwo

Edukacja nowoczesna i państwowa ponosi klęskę. Ani recepta konserwatywna, ani liberalna nie zniosą jej defektów – same są tylko pewnymi systemami ideologicznymi. Szkoła masowa ma uczniów, ale nie ma mistrzów (miewa ich tylko czasami). To paradoks szkoły współczesnej. Tak naprawdę to bez mistrzów nie ma uczniów – jest hodowla. Jak w Trójcy Świętej Syn jest nazywany Synem ze względu na Ojca i Ojciec Ojcem ze względu na Syna.

Szkoła niszczy polskie dzieci – tak piszą dziennikarze Rzeczpospolitej. O co chodzi? Przede wszystkim o rosnący lawinowo poziom uczniów, którzy nie radzą sobie emocjonalnie z sytuacją szkolną. Co piąty uczeń cierpi na objawy depresji, co raz więcej uczniów kierowanych jest do nauczania indywidualnego. Jeden z najsłynniejszych psychologów naszych czasów, prof. Zimbarbo komentując te dane wskazał na konieczność istnienia jakiejś głębokiej dysfunkcji tkwiącej w samym systemie szkolnictwa. Jego zdaniem uczniów zamiast stymulować i rozwijać ich mocniejsze strony, poniża się, wyśmiewa, nie daje wsparcia, żyją często w poczuciu odrzucenia.

Nieco inaczej komentuje te dane dr Lackowski były wieloletni małopolski kurator oświaty: „Mamy sytuację, w której systematycznie obniża się wymagania wobec uczniów. To prowadzi do sytuacji, że dzieci i młodzież, gdy zaczynają napotykać problemy, z którymi nie potrafią sobie poradzić, a nie potrafią, bo nikt od nich tego nie wymagał, załamują się.”

Z gruncie rzeczy obaj specjaliści wskazują na odmienne źródła problemu psychiki uczniów w polskim systemie edukacyjnym. Zimbarbo, którego zdecydowanie możemy zaliczyć do szkoły liberalnej w edukacji, wcale nie jest za budowaniem systemu wymagań, ale raczej za nauką, która daje uczniom radość, formuje ich przede wszystkim przez odkrywanie swoich uzdolnień. Lackowski, zaś bardziej konserwatywne przynajmniej z pozoru, stawia na model twardszy, trzymający wysoko warowne mury wymagań, jako szczepionkę na zderzenie z rzeczywistością.

Trudno się zdecydować jaki model może być bardziej korzystny – pierwszy, jak się zdaje grozi wychowywaniem do bezradności wobec świata. Ale czy równocześnie nie wytwarza bakcyla samodzielności i zaradności w poszukiwaniu osobistych sposobów zaadaptowania swoich zdolności w świecie edukacji, a potem życia zawodowego? Zresztą nie tylko – także etycznego, religijnego, etc. Model drugi, choć ma dawać wysoki mur odporności, czy nie podwyższa ryzyka właśnie depresji, zniechęcenia, porzucenia drogi rozwoju intelektualnego, ale i duchowego.

Nie widać tu prostych odpowiedzi – formacja, wyrobienie, twardość – powiedzielibyśmy klasycznie: dzielność jest potrzebna każdemu z nas, ale równie mocno potrzebne jest zaadaptowanie własnych umiejętności. Wysoki gorset także może produkować społeczną niezaradność, chorobliwy konformizm.

Możliwe, że wskazówką w naszym kłopocie jest wzrastająca ilość uczniów skierowanych do indywidualnej edukacji. Co nam może mówić ta dana? Przede wszystkim to, że edukacja nowoczesna i państwowa ponosi klęskę. Ani recepta konserwatywna, ani liberalna nie zniosą jej defektów – same są tylko pewnymi systemami ideologicznymi. Szkoła masowa ma uczniów, ale nie ma mistrzów (miewa ich tylko czasami). To paradoks szkoły współczesnej. Tak naprawdę to bez mistrzów nie ma uczniów – jest hodowla. Jak w Trójcy Świętej Syn jest nazywany Synem ze względu na Ojca i Ojciec Ojcem ze względu na Syna.

Pozostaje rozważenie, czy jedynym wyjściem świadomych rodziców nie jest faktyczne wyjście z państwowego systemu oświaty – szkoły niepubliczne, czy edukacja domowa, czyli dwa sposoby na szukanie mistrzostwa i bycia uczniem, wolności rozwoju i stabilizacji formacji. Szkoła publiczna nie daje ani jednego, ani drugiego – daje dryl, który usztywnia zamiast formować i demoralizuje zamiast ukierunkowywać rozwój.

Znamienne – niedawno rozmawiałem z polskim dominikaninem od dłuższego czasu przebywającym w USA w środowiskach tradycyjnych i po prostu prawowiernych katolików. Nikt tam nie mówi o edukacji publicznej inaczej jak o psuciu młodych ludzi – każdy kto ma nieco odpowiedzialności uczy dzieci w domu lub placówkach niepublicznych. Efekty edukacyjne są bardzo dobre.

Wróćmy do uczniowskiej depresji. Jest w tym względzie jeszcze jeden przykład głupoty naszego państwa. Poziom depresji związanej ze szkołą wzrasta razem z obniżaniem początku wieku edukacyjnego. Zatem, drodzy czytelnicy, nie czeka nas już nic innego jak tylko poprawa statystyk w najbliższych latach. Wyprowadzajmy nasze dzieci z tego statystycznego świata.

Tomasz Rowiński

źródło: http://www.fronda.pl/a/rowinski-bojkotujmy-system-edukacji-publicznej-chronmy-nasze-dzieci-przed-lewiatanem,30448.html

Dział: Aktualności

"Nie rozumiem dlaczego w tym przypadku akurat płeć jest uprzywilejowana. A jeśli ktoś czuje się królikiem, kotem, Napoleonem albo cesarzem, to dlaczego rząd nie ułatwi mu zmiany tożsamości, nie da okresu próbnego, aby sprawdził, czy rzeczywiście jest tym królikiem albo Napoleonem?" - zastanawia się w rozmowie z Fronda.pl prof. Krystyna Pawłowicz.

W projekcie aż roi się od dziwacznych procedur, które mogą nastręczać niezliczonych problemów prawnych, finansowych, etc. Ministerstwo Sprawiedliwości przewiduje, że jeśli ktoś czuje płeć inną, niż ma zapisaną w metryce, może zgłosić się do komisji lekarskiej, a ta wyznaczy okres próby, czyli tzw. test realnego życia. Osoba taka otrzyma dokument potwierdzający jej próbną tożsamość, a ja się zastanawiam, jak w tym okresie próbnym należy ją traktować. Zgodnie z płcią, jaką ma zapisaną w metryce czy tą, jaką czuje? Załóżmy, że mamy do czynienia z mężczyzną, który czuje się jako kobieta, ma odpowiednie dokumenty, przechodzi test realnego życia. Mamy go traktować jeszcze jako mężczyznę czy już jako kobietę? Pod jakim nazwiskiem? Jaki będzie charakter tego dokumentu? Będzie to podróbka dokumentu tożsamości? A co z prawami wyborczymi? Przecież będziemy mieć do czynienia z osobą o niejasnym statusie prawnym. Pojawiają się pytania, czy w okresie próbnym będzie można na przykład zawierać związki małżeńskie.

Co to w ogóle jest „próbna tożsamość”? Proszę sobie wyobrazić kwestie związane ze staraniami emerytalnymi czy finansowymi, staranie kredyty, leczenie czy zwykłe korzystanie z toalet w miejscach publicznych. Pojawia się kopalnia problemów o charakterze prawnym. A co w sytuacji, kiedy po okresie próbnym zacznie się aplikowanie hormonów, mających „zmienić” płeć danej osoby, a ta jednak wycofa się z dokonywania dalszych zmian (taką możliwość zakłada projekt)? Jeden wielki bałagan i ogromne pole do nadużyć.

Może być również tak, że osoba przejdzie proces „zmian” do końca, otrzyma stosowne zaświadczenie, sąd orzeknie „zmianę płci”, podczas gdy z punktu widzenia medycyny to nie jest możliwe, podobnie jak zresztą zmiana rasy. Żeby nie wiem ile zjeść hormonów i przejść drastycznych operacji chirurgicznych, płci nie da się zmienić. Malowanie całego ciała na żółto czy czarno nie uczyni z nas ani Azjaty, ani Murzyna.

W projekcie widzę usilne dążenia do przeforsowania patologii. Jego twórcy nawet nie spróbowali pochylić się nad osobą, która taki problem przeżywa. Przecież mamy do czynienia z zaburzeniem psychicznym, która w pierwszej kolejności wymaga leczenia, a nie tworzenia ustawy, która tylko ugruntuje to zaburzenie. Lekarze oraz rząd z ministrem Arłukowiczem w pierwszej kolejności powinni podjąć działania, zmierzające do niesienia pomocy takim ludziom, aby zmniejszyć rozdźwięk między metrykalną (fizyczną) płcią a tym, co subiektywnie odczuwa dany człowiek, nie zaś utrwalać zaburzenia.

Twórcy projektu nie przyjmują do wiadomości, że człowiek przechodzi w życiu przez różnego rodzaju cierpienia, doświadczenia, choroby. Tak jest i trzeba to przyjąć. Jeśli ktoś cierpi na chorobę psychiczną i wydaje mu się, że jest kimś innym niż w rzeczywistości, to nie może żądać dostosowania regulacji prawnych do jego odczuwania. Tworzy się „potworki” prawne, które zamiast pomagać ludziom, doprowadzają ich do schizofrenicznego stanu.

Powinniśmy pomagać takim osobom, a nie narażać je na szyderstwa. Nie oszukujmy się – jeśli ludzie widzą coś, co absolutnie odstaje od naturalności i normalności, na przykład mężczyznę przebranego w sukienkę – to się śmieją. Oczywiście, nie powinno tak być, gdyż to wielkie nieszczęście. Ale jeśli to nieszczęście jest eksponowane w majestacie prawa, narzucane jako normalność, to nie da się tego akceptować.

Planowana ustawa jest niedobrą propozycją. Premier Tusk forsuje ją właśnie teraz (podobnie jak ratyfikację konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet) jako ostatni rzut na taśmę. Liczy na to, że uda się te dwa, skrajnie lewackie, genderowe projekty przeforsować przed kolejnymi wyborami, a tym samym przygotować sobie ewentualną koalicję z SLD czy Ruchem Palikota. Potrzebuje silnego „prezentu”, który zaspokoiłby oczekiwania pewnych środowisk.

Przy okazji, nie rozumiem dlaczego w tym przypadku akurat płeć jest uprzywilejowana. A jeśli ktoś czuje się królikiem, kotem, Napoleonem albo cesarzem, to dlaczego rząd nie ułatwi mu zmiany tożsamości, nie da okresu próbnego, aby sprawdził, czy rzeczywiście jest tym królikiem albo Napoleonem? Płeć jest jednak uprzywilejowana, bo mamy dziś szaleństwo gender, które wmawia ludziom, że liczy się tylko seks i szukanie przyjemności.

 

źródło: http://www.fronda.pl/a/prof-pawlowicz-dla-frondapl-dlaczego-rzad-faworyzuje-plec-a-co-jesli-ktos-czuje-sie-krolikiem-albo-napoleonem-dlaczego-dla-niego-tusk-nie-ma-okresu-probnego,30449.html

Dział: Aktualności

Ministerstwo sprawiedliwości przygotowało nowe procedury „zmiany płci”. Rząd chce skorzystać z procedury, którą w latach 80. ustalili specjaliści od zaburzeń seksualnych. Jej najważniejszym elementem jest próbny okres, tzw. test realnego życia – informuje „Rzeczpospolita”.

Obecnie, aby „zmienić płeć” (to znaczy uznać, że genetyczny mężczyzna jest kobietą lub odwrotnie) trzeba przejść przez skomplikowany proces i pozwać rodziców z powodu błędnego ustalenia płci. Teraz ministerstwo sprawiedliwości proponuje inne rozwiązanie. U jego podstaw leżeć będzie „test realnego życia”. O jego rozpoczęciu i okresie trwania decydować będzie specjalna komisja.To one będzie musiała ocenić, czy zespół dezaprobaty płci ma charakter stały.

Na czas okresu próbnego transseksualista otrzyma specjalny dokument potwierdzający nową tożsamość. Rozpocznie terapię hormonalną, jednak nie będzie mógł jeszcze poddać się nieodwracalnym chirurgicznym zmianom, np. wyglądu genitaliów. Po to, by w okresie próby mógł wycofać się ze swojej decyzji. – Po zakończeniu testu realnego życia sąd wyda orzeczenie o korekcie płci metrykalnej. Wprowadzi zmiany do akt bieżących stanu cywilnego i wyda nowy dowód osobisty. Niezmieniony pozostanie jednak akt urodzenia – tłumaczy „Rzeczpospolitej” wiceminister Michał Królikowski.

Sądy będą działać w uproszczonym postępowaniu nieprocesowym. Po orzeczeniu transseksualista będzie mógł poddać się operacji chirurgicznej.

źródło: http://www.fronda.pl/a/plec-na-probe-teraz-w-polsce,30433.html

Dział: Aktualności
piątek, 23 sierpień 2013 10:05

Urzędnicy - Ręce precz od naszych dzieci

Terlikowski: Odczepcie się od naszych dzieci, czyli do domu urzędnikom wstęp wzbroniony

 

Masz za grube dziecko, za chude, albo za niskie – możesz już zacząć się bać. Jesteś nadopiekuńczy albo za mało zajmujesz się dzieckiem – też nie jesteś bezpieczny. A jeśli, co nie daj Boże, masz najmniejsze podejrzenie problemów psychicznych – to sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. W każdej z tych sytuacji mogą zabrać ci dziecko.

I niestety nie jest to przesada. Ostatnie miesiące przynoszą kolejne dowody na potwierdzenie tej tezy. Wczoraj odebrano dzieci matce, u której „podejrzewano” depresję. Nikt jej nie zbadał, a o odebraniu czwórki dzieci zdecydowali urzędnicy. I na nic zdały się zapewnienia o związku dzieci z matką. W innym miejscu zabrano dziecko matce, bo było... za grube, a ją samą uznano za nadopiekuńczą. I to wystarczyło, by dzieci zabrać, bo najwyraźniej urzędnicy uznali, że Dom Dziecka zapewni dziecku wystarczająco mało opieki, by to nie czuło się już rozpieszczone.

Wszystko to (a takich historii jest przecież więcej, o czym napisał Alexander Degrejt) byłoby nawet dość śmieszne, gdyby nie pewien drobiazg. Oto na naszych oczach państwo zaczyna, rękoma urzędników MOPS, niszczyć nasze rodziny. Urzędas może uznać, że nasze dzieci odstają od normy (bo na przykład w rozmaitych skalach znajdują się poniżej lub powyżej normy) i odebrać nam dzieci. Inny specjalista zawsze uzasadni jego decyzję, w imię zasady, że dajcie mi rodzinę, a paragraf zawsze się znajdzie. Może są zbyt opiekuńczy, a może za mało, może dziecko zbytnio im wyrosło (pewnie podają hormony), a może jest za małe (niedokarmione). Grube – cóż przekarmione i przebiałkowane. Chude – znaczy rodzice jedzenia żałują. Rodzice za bardzo troszczy się o dzieci w szpitalu, znaczy kłótliwy, więc może zaszkodzić dziecku. Listę powodów do odebrania dzieci można mnożyć. Urzędnicy zawsze coś znajdą, jak niegdyś bolszewiccy komisarze. Wszystko oczywiście dla dobra dzieci...

I to niestety pokazuje, że od teraz nasze drzwi muszą być zamknięte przed MOPS-em i rozmaitymi innymi urzędami. Państwo z instytucji usługowej, pomocowej, stało się zagrożeniem dla rodziny. I trzeba mieć tego świadomość, zanim zgodzimy się, by do naszego domu wszedł jakikolwiek urzędnik państwa polskiego. Od teraz nasz dom powinien być naszą twierdzą... I to już zupełnie na poważnie.

Tomasz P. Terlikowski

źródło:

http://www.fronda.pl/a/terlikowski-odczepcie-sie-od-naszych-dzieci-czyli-do-domu-urzednikom-wstep-wzbroniony,30248.html

Dział: Aktualności

Wszystkie dzieci nasze są” - śpiewała swego czasu Majka Jeżowska a jej słuchacze, którzy wtenczas ledwie co stawali się nastolatkami, dziś są urzędnikami, sędziami, politykami. A słowa swojej idolki ze szczenięcych lat wzięli sobie głęboko do serca...

Żyjemy w czasach, w których rodzice nie mają już praktycznie żadnej władzy nad swoimi pociechami a ich kompetencje zostały niemalże sprowadzone do tych, jakie miał pracownik PGR odpowiedzialny za trzodę – mają dbać o ich zdrowie, zapewnić dach nad głową, wikt i opierunek, oraz ślepo wykonywać polecenia i nakazy. A wszystko to pod ścisłym nadzorem armii urzędników, której przedstawiciele mogą w każdej chwili zakwestionować te ograniczone do minimum kompetencje i skierować dzieci do placówki wychowawczej. Mówiąc wprost – dzieci w Polsce zostały znacjonalizowane, uznano je za dobro wspólne i jako takie zostały one przekazane pod państwowy zarząd i, niejako przy okazji, pozbawiono podmiotowości. Przykre to, ale prawdziwe, w tzw. „Wolnej Polsce”, dwadzieścia cztery lata po „upadku komuny” zadziałał ten sam mechanizm co w latach powojennych, ustawodawcy i urzędnicy kierując się tymi samymi motywami co komuniści upaństwawiający przemysł i przeprowadzający reformę rolną – stwierdzono, że owo wspólne dobro nie może podlegać „prywatnemu zarządowi”.

Przykłady? Proszę bardzo, by daleko nie szukać wszystkie dotyczą decyzji podjętych przez urzędników i sądy w tym roku.

W kwietniu czwórkę dzieci, chłopców z których najstarszy miał cztery lata, a najmłodszy przyszedł na świat podczas ostatnich świąt wielkanocnych, odebrano matce w Poznaniu. Powód: trudna sytuacja materialna. „Decyzja o odebraniu chłopców była bardzo trudna, ale musieliśmy to zrobić, nie było innego wyjścia. Zawsze w takich sytuacjach kierujemy się dobrem dziecka” - powiedziała dziennikarzowi portalu „Onet.pl” Lidia Leońska, rzeczniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. W ramach tego „kierowania się dobrem dziecka”, którego zawsze pełne gęby mają urzędnicy, rodzeństwo rozdzielono i umieszczono w dwóch różnych placówkach.

Również w kwietniu w Lublinie odebrano córkę matce gdyż ta... popadła w konflikt z personelem szpitala, w którym przebywały jej dzieci. Wszystko zaczęło się od tego, że u jej dwóch córek podejrzewano grypę żołądkową i zatrzymano je w szpitalu. Kobieta nie odstępowała dziewczynek, mimo że była niespełna pół roku po porodzie personel nie przydzielił jej łóżka ani w żaden inny sposób nie próbował jej pomóc. Kobieta trzy dni koczowała przy łóżeczku kilkumiesięcznej Małgosi doglądając równocześnie starszej córki. Kiedy przyniosła z domu kołdrę nie spodobało się to lekarzom. Kiedy dziewczynkę umieszczono na oddziale chorób zakaźnych szpitala we Wrocławiu tamtejszy personel już wiedział, że kobieta jest „dziwna”, że zachowuje się „niepokojąco”, oraz że jest „konfliktowa”. Powiadomili sąd, który stwierdził, że dobro dziecka jest zagrożone i nakazał umieszczenie go w placówce opiekuńczej.

W lipcu w Warszawie samotnej matce siłą odebrano dwójkę dzieci, jedenastoletniego syna i czteroletnią córkę. Druga córka, niespełna roczna, pozostała przy matce tylko dlatego, że podczas interwencji funkcjonariuszy pomocy społecznej wspieranych przez policję doznała urazu głowy – w wyniku szarpaniny matka trzymająca dziecko na ręku przewróciła się: „...funkcjonariusze policji przewrócili mnie wraz z dzieckiem. W wyniku upadku zostałam zraniona w łokieć, a głowa Hani została rozbita...” - relacjonuje kobieta.  Najbardziej jednak kuriozalny był powód, dla którego urzędnicy zdecydowali się „przejąć” dzieci – otóż kobieta wyszła do sklepu pozostawiając młodsze rodzeństwo pod opieką najstarszego syna. To wystarczyło, by biurokraci dopatrzyli się zaniedbań i pozostawienia dzieci bez opieki.

I przykład najświeższy, a zarazem najbardziej niepokojący. Bydgoski sąd rejonowy nakazał odebranie i umieszczenie w placówkach opiekuńczych czwórki chłopców matce, gdyż ta „prawdopodobnie cierpi na depresję”. Kobieta nie czekając na interwencję i siłowe wykonanie nakazu ucieka wraz z dziećmi. O pośpiechu, w jakim opuszczała miejsce zamieszkania świadczyć mogą pozostawione w ogródku rowery i zabawki, nie było czasu na ich schowanie. Co się dzieje z kobietą i dziećmi? Tego nikt nie wie, policja prowadzi poszukiwania, ale na razie bez skutku. A jeżeli podejrzenie o depresję okaże się prawdziwe i kobieta zdecyduje się na podjęcie „decyzji ostatecznej” to, mogę się założyć, cała wina spadnie na pomoc społeczną i sąd, ale nie dlatego, że dzieci odebrał, ale dlatego, że nieskutecznie. Tymczasem właśnie decyzja o rozbiciu rodziny (bo jak inaczej ją nazwać) może spowodować nawrót choroby i...

To cztery przykłady, powie ktoś – niewiele. Ale za każdym z nich kryje się ludzki dramat i urzędnicza bezduszność, dziecięce cierpienie i zimna litera prawa. Ślepa Temida nie widzi przerażonych twarzyczek wyrywanych matkom dzieci, ale w naszym pięknym kraju jest do tego głucha jak pień i nie słyszy ich szlochu. A służący jej urzędnicy stawiają ptaszka przy kolejnym odwalonym zadaniu i ruszają do walki na kolejnym odcinku. By żyło się lepiej, by kraj rósł w siłę a socjalizm zwyciężał. Łzy wyschną, rany się zabliźnią, ważne, żeby statystyki wyglądały dobrze, żeby można się było pochwalić skutecznością i zasłużyć na pochwałę naczalstwa. Szlag niech to wszystko ciężki i nieustający trafi...

 

 

źródło:

http://www.fronda.pl/a/wladza-rodzicow-nad-dziecmi-taka-sama-jak-pracownika-pgru-nad-trzoda,30239.html

Dział: Aktualności
poniedziałek, 19 sierpień 2013 06:26

Już niedługo w Niemczech będzie płeć tymczasowa

Niemcy chcą stać się pierwszym państwem, które oficjalnie i publicznie zdeklasuje prawo naturalne. Za zachodnią granicą Polski niedługo wejdzie w życie prawo, dające rodzicom trzecią opcję przy określaniu płci swojego dziecka, czyli obok kobiety i mężczyzny będzie to płeć "tymczasowa".

Ideolodzy pseudonaukowej teorii pt. gender zacierają ręce. Oto Niemcy wprowadzą za niedługo nowe przepisy, które wejdą w życie od pierwszego października tego roku. "W szpitalnych certyfikatach urodzin w kategorii płeć pojawi się trzecia opcja. Rodzice będą mogli nie determinować, czy ich dziecko jest płci żeńskiej czy męskiej. Może być płci żadnej, a dokładniej "tymczasowej" - podaje TVN24.pl. Prasa niemiecka już pisze o rewolucji obyczajowej na miarę roku 1968.

Nowe prawo "nie oznacza jeszcze formalnego ustanowienia istnienia trzeciej płci. Opcja "tymczasowa" ma służyć przypadkom, kiedy dziecko rodzi się z cechami męskimi i żeńskimi. Rodzice nie będą musieli już na początku determinować życia potomka wybierając mu płeć. Dziecko będzie mogło samo podjąć decyzję jak dorośnie".

Nie są też jasne takie regulacje jak: paszport. Nie jest jasne, czy w nich też znajdzie się trzecia opcja "nieokreślona".

Na razie cieszą się z tego różne organizacje transseksualne i ideolodzy pseudonaukowej teorii gender. Uważają, że nowe przepisy to krok we właściwym kierunku.  - To wywrze presje na Brukselę. To bardzo pozytywne wydarzenie - stwierdził Silvan Agius, szef organizacji ILGA Europe.sy.

Czy aby na pewno to krok w przyszłość, czy raczej początek amorficznych i psychicznych niby-ludzi?

źródło:

http://www.fronda.pl/a/degeneracja-niemiec-obok-kobiety-i-mezczyzny-bedzie-plec-pt-tymczasowa,30140.html

 

Dział: Aktualności
środa, 14 sierpień 2013 10:00

Uczniowie w Kaliforni wybiorą sobie płeć

Uczniowie sami wybiorą swoją płeć – zdecydowała Kalifornia. Chłopcy „trans” będą mogli korzystać z toalet, szatni i pryszniców dziewcząt - i odwrotnie.

Gubernator Kalifornii Jerry Brown podpisał ustawę, która pozwoli uczniom dowolnie określać własną płeć i według tego wyboru korzystać ze szkolnych obiektów. Oznacza to, że chłopcy będą mogli używać toalet i szatni dziewcząt, a dziewczęta – chłopców. Dotyczy to uczniów wszystkich grup wiekowych.

Nowe prawo ma wesprzeć transseksualnych uczniów. Odtąd anatomia nie ma być żadną podstawą do określenia płci ucznia. Zobowiązująca stanie się jego niezależna decyzja.

Według catholic.org, ustawa pozwoli potencjalnie wszystkim chłopcom na korzystanie z toalet,szatni i pryszniców dziewcząt, bez względu na ich rzeczywistą tożsamość płciową. Na porządku dziennym będą też mieszane płciowo drużyny sportowe.

 

źródło

http://www.fronda.pl/a/uczniowie-sami-wybiora-swoja-plec,30069.html

Dział: Aktualności
piątek, 09 sierpień 2013 08:07

Poznań nie chce gender

Grupa poznańskich radnych zamierza opublikować listę szkół, które chcą indoktrynacji gender, i wykaz placówek, które nie zgadzają się na ten program.

Kluby radnych: Prawa i Sprawiedliwości i Poznańskiego Ruchu Obywatelskiego, nie chcą genderowych warsztatów w podstawówkach.
– Złożyłem w tej sprawie interpelację do prezydenta Poznania. Pytam, czy była świadomość ze strony miasta, jakiego rodzaju zajęcia odnośnie do ich składników programowych mają być organizowane w poznańskich szkołach. Ponadto czy była zgoda rodziców na organizację tego typu zajęć, a także czy prezydent stoi na stanowisku, że organizacja tego typu zajęć jest właściwa dla dzieci w klasach 4-6 szkoły podstawowej – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Szymon Szynkowski, przewodniczący klubu radnych PiS w Poznaniu. Zaznacza, że docierają do niego sygnały, iż prezydent jest raczej wstrzemięźliwy wobec inicjatywy.
– Nie wiem, czy zupełnie ją wygoni z poznańskich szkół, co moim zdaniem, byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale przynajmniej ograniczy skalę jej oddziaływania – twierdzi.
– Przyjąłem z niedowierzaniem i pewnym zaskoczeniem informację „Naszego Dziennika”, że w poznańskich szkołach są planowane zajęcia genderowe. Jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie to, że jest to program finansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych – tłumaczy Norbert Napieraj z klubu radnych Poznański Ruch Obywatelski.
Radny od razu skontaktował się z wiceprezydentem miasta odpowiedzialnym za oświatę i dyrektorem wydziału oświaty urzędu miasta.
– Obaj byli zaskoczeni. Dowiedzieli się w zasadzie ode mnie i z mediów, że takie warsztaty mają się odbyć w Poznaniu. Organizatorzy warsztatów nie wysilili się na jakiekolwiek próby wcześniejszego poinformowania władz oświatowych miasta o swoich zamiarach. Po sprawdzeniu okazało się, że rzeczywiście kilku dyrektorów poznańskich szkół podstawowych wyraziło zainteresowanie warsztatami – relacjonuje Napieraj.
Dyrektorzy szkół otrzymali od prezydenta jednoznaczny sygnał, że absolutnie nie ma żadnej zgody na prowadzenie tego typu warsztatów w ramach zajęć lekcyjnych.
Beneficjentem programu jest Stowarzyszenie „Jeden Świat”, które od października rusza z zajęciami w szkołach podstawowych. Będą się one odbywać w ramach programu „Opowiadanie świata” stanowiącego część projektu „Z perspektywy Południa – Centrum Edukacji Globalnej w Poznaniu”.
Projekt wyłoniono w ramach ogólnokrajowego konkursu „Edukacja globalna 2013” ogłoszonego przez MSZ. Stowarzyszenie dostało z resortu ponad 87,2 tys. złotych. Warsztaty „Opowiadanie świata” są skierowane do uczniów, nauczycieli klas 1-6 oraz osób pracujących z dziećmi w tzw. edukacji pozaformalnej.
Dotyczy to m.in. pracowników świetlic szkolnych, psychologów, a nawet logopedów i osób prowadzących zajęcia artystyczne dla dzieci. – Jeżeli poza godzinami ktoś chce w tym uczestniczyć, to tylko za wyraźną zgodą rodziców. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Czy będą tacy dyrektorzy, którzy na siłę będą ten program forsować, czy dadzą sobie z tym spokój – mówi Napieraj.
Grupa poznańskich radnych zamierza opublikować w internecie listę szkół, które chcą indoktrynacji gender, i wykaz placówek, które nie zgadzają się na ten program.
– Z początkiem roku szkolnego chcemy zwrócić się do szkół, które odpowiedziały na zaproszenie organizatorów programu, z zapytaniem, dlaczego chcą promować gender, a także do tych wolnych od tej ideologii. Wszystko po to, by rodzice, którzy podejmują decyzję, do jakiej szkoły dziecko posłać, podejmowali ją świadomie również w tym aspekcie – tłumaczy Norbert Napieraj.
Pomysł publikacji listy przypadł do gustu pieśniarzowi, poecie, historykowi sztuki, pracującemu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Jackowi Kowalskiemu.
– Dowiedziałem się, że Stowarzyszenie „Jeden Świat”, mające siedzibę w Poznaniu, planuje organizowanie warsztatów gender w szkołach i przedszkolach poznańskich. Nawet gdyby te szkolenia, kursy, spotkania miały charakter pozalekcyjny, to jeśli będą odbywały się na terenie szkoły, to myślę, że powinno się przeciw temu zaprotestować. Jest jasne, że ideologia gender stoi w opozycji do kultury chrześcijańskiej. Uważam, że powinniśmy z góry wiedzieć, która z dyrekcji promuje tego rodzaju działalność w swoich placówkach. Taki proceder nie powinien odbywać się w szarej strefie – mówi.
– Sam mam dzieci, które uczęszczają do szkoły podstawowej, i nie chcę, by miały styczność z gender. Uważam wprowadzanie do placówek szkolnych tego rodzaju szkoleń za próbę deprawacji – dodaje.
Poznańscy radni zaznaczają, że mają coraz więcej sygnałów od rodziców zaniepokojonych genderowym projektem
– Dla mnie te zajęcia są zajęciami szkodliwymi. Oczywiście pani Janaszek ze Stowarzyszenia „Jeden Świat” może zaklinać rzeczywistość i mówić, że nie ma w programie czegoś, co jest. Rzeczywiście te treści w tych programach są bardzo sprytnie zbudowane. Program komunikuje się z dziećmi przy pomocy bajek, opowieści o jakimś piesku, który zawsze marzył by być kotkiem, itd. Przecież dla trzeźwo myślącego człowieka oczywiste jest, do czego ten program zmierza – mówi Napieraj.
– Jasne, że organizatorzy nie będą mówić kilkuletniemu dziecku wprost o transseksualizmie, ale cały program ma na celu obróbkę psychologiczną dziecka, żeby w przyszłości kwestia zmiany płci była dla niego czymś oczywistym. By nie była oceniana jako pewne zaburzenie psychologiczne tylko normalny wybór życiowy – wskazuje radny.
– Osobom, które nie są w stanie na poziomie filozoficznym prowadzić dyskusji, a więc dzieciom z klas 4-6 szkoły podstawowej, na siłę wtłacza się ideologię, przed którą nie są w stanie się obronić. To najbardziej skandaliczny aspekt tej sytuacji. Dlatego uważam, że absolutnie nie ma mowy na tym poziomie o jakiejś pseudonauce. Choćby MSZ dało pieniądze na najbardziej absurdalny program, to nie będzie to dla mnie argumentem, że poznańskie szkoły mają ten pomysł przyjmować i go realizować – kwituje Szynkowski.

 

<źródło: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/50401,poznan-nie-chce-gender.html>

Dział: Aktualności
sobota, 08 czerwiec 2013 22:30

Aborcja

Mord na niewinnym człowieku, małym bezbronnym dzieciątku jest ważnym elementem ideologii gender. Jest naturalnym następstwem. Gender bez aborcji nie miała by sensu. Jeśli bowiem zachęcamy do niekontrolowanego seksu wszystkich ze wszystkimi, zupełnym i naturalnym wynikiem jest poczęcie się dziecka w łonie nastoletniej dziewczynki, później kobiety. Ponieważ liczy się tylko zwierzęce zaspokojenie popędu, o odpowiedzialności za dziecko być nie może.

Każdy Twój krok ku obronie życia, jest krokiem przeciw gender.

Źródła aborcji

Aborcja w dzisiejszym świecie to wydarzenie z pewnością nieporównywalne z niczym w skali całych dziejów ludzkości. Popatrzmy na fakty. Legalnie rozpoczęła swój nowożytny marsz od roku 1949 w Japonii, gdzie zalegalizowano ją w majestacie prawa stanowionego. Wprawdzie wcześniej była dostępna w Rosji bolszewickiej, ale tego faktu nie należy łączyć bezpośrednio, gdyż państwo sowietów było powszechnie uważane za bandyckie, więc do naszych rozważań nie będziemy tego brali pod uwagę. Twierdzę, że istota sprawy rozpoczęła się właśnie w Japonii, ponieważ kraj ten wszedł po II wojnie światowej w orbitę świata demokratycznego, a więc takiego jaki uważaliśmy, że jest w miarę uczciwy i wolny od totalitarnej przemocy. Po Japonii prawo do zabijania dzieci szybko rozprzestrzeniło się na cały zachodni świat, by w latach 70 XX wieku ogarnąć prawie wszystkie państwa Europy i Ameryki. W Polsce jak powszechnie wiadomo ustawa o możliwości zabijania dzieciątek weszła w 1953 r. Od tego czasu do roku 1993 kiedy to ograniczono wykonywanie aborcji tzw. kompromisem, zabito około 20 mln maleńkich polskich dzieci. Tylko w Polsce. Obecnie prawie w każdym państwie świata mniejszym lub większym zbrodnia dzieciobójstwa jest zalegalizowana w tzw. przepisach, ustawach, konstytucjach. Okrucieństwo to wobec bezbronnych nazywane jest różnie – prawem człowieka, świadomym wyborem, zdrowiem reprodukcyjnym, planowaniem rodziny, kontrolą narodzin itp. Jak świat długi i szeroki zbrodnię nazwano cnotą i napojono tym całe narody. Ostrożne szacunki wskazują na około 40 milionów aborcji rocznie na świecie i to licząc tylko operacje tzw. chirurgiczne. Gdyby dodać do tego setki tysięcy zarodków niszczonych podczas procedur in vitro, prawdopodobnie setki tysięcy zabijanych zarodków pigułkami RU 486, może miliony zarodków niszczonych przez różnego rodzaju antykoncepcję, spiralki, „pigułki dzień po” to liczba zbrodni jest praktycznie nie do określenia. Z pewnością może przekraczać owe 40 mln wielokrotnie. Tak, to co dzieje się dziś i na przestrzeni ostatnich 70-80 lat można nazwać rzezią niewiniątek. Jak więc wytłumaczyć źródło tego zjawiska? Jak logicznie znaleźć przyczyny które za tym stoją? Te pytanie w sumie nie są często zadawane nawet wśród obrońców życia. Skupiamy się przeważnie na informowaniu o zbrodni, na bieżących sprawach związanych o walką o życie, ale gdzie leży źródło które sprawia, że całe narody są pijane krwią pomordowanych swoich własnych dzieci. Ktoś powie i zresztą to jest prawda, że dzieciobójstwo było obecne przez całe dzieje ludzkości. Tak było, nikt temu nie zaprzeczy. Składanie ofiar z dzieci Molochowi i innym demonom jest opisane nawet na kartach starego testamentu. Historia potwierdza te wydarzenia. Niemniej jednak przez wieki były to działania raczej ukrywane i wykonywane potajemnie niż powszechnie praktykowane i nazywane prawem człowieka. Skala aborcji w wiekach przeszłych o ile była była jednak marginesem i to do tego surowo karanym, zwłaszcza w czasach chrześcijaństwa. Tak więc wydarzenia obecne są bez precedensu. Obecna rzeź nie ma porównania z niczym, a konsekwencja w jednolitym podejściu do aborcji na całej ziemi jest zastanawiająca. Bo to że jakieś jedno czy drugie państwo rządzone przez taka czy inna juntę zbrodniarzy, wprowadza nie ludzkie prawo i jawnie kpi sobie z człowieka i jego godności to nie może dziwić i nie dziwi. Ale dziś jest zgoła inaczej. Zabójstwo dziecka nienarodzonego powszechnie jest uważane za podstawowe prawo. Gorzej, miliony chrześcijan na świecie uważają podobnie lub co najmniej zachowują zupełnie obojętną postawę wobec tych wydarzeń. Zjawisko zbrodni dzieciobójstwa dziś jest tak powszechne, jak powszechne jest leczenie zębów u dentysty, wizyta u lekarza itd.

Co zatem stoi za tym wszystkim? Czy to tylko przypadek i wynik jakiegoś chaosu, pomyłki, zagubienia, ludzkiej głupoty, wygody sprawił że świat spływa krwią niewinną? Jestem przekonany że to nie możliwe by to tak samo wyszło. To nie mozliwe. Za dużo jest w tym konsekwencji i jednolitych posunięć by nie zauważyć, jakiego logosu w tym wszystkim. Kto zatem za tą zbrodnia stoi. Uważam że wyjaśnienie powinno iść dwutorowo.

Pierwszy tor to wyjaśnienie na gruncie typowo naukowo poznawczym.

 

Z pewnością dla organizacji trudniących się tym procederem są to ogromne pieniądze. Instytucje, szpitale, kliniki wreszcie ludzie tam pracujący zarabiają krocie. Oczywiście jest to ważny argument. Pieniądz jest bowiem silnym magnesem i wielu dopuści się każdej niegodziwości byleby wziąć za to pieniądze. Zresztą za wykonanie „ mokrej roboty” zawsze trzeba było zapłacić i to jest zgodne z tradycją jak świat długi i szeroki. Innym ważnym argumentem jest, że dziecko w łonie matki nie jest uważane za dziecko. Terminy medyczne określają maleńkiego człowieka płodem, zygotą, zarodek, embrion itp. Bardziej wulgaryzując to pojęcie zwłaszcza na wczesnym etapie rozwoju mamy nazwę zlepek komórek, tkanek. Zatem z pewnością mamy do czynienia z odczłowieczeniem dziecka. Ono nie jest dzieckiem w myśl obecnego systemu nazewnictwa. Kiedy więc nie mamy do czynienia z człowiekiem, łatwiej jest zdecydować się na tzw. zabieg. Sumienie jest spokojne lub przynajmniej bardziej uspokojone. Kolejnym ważnym argumentem jest tzw. efekt stada, wszyscy to robią więc to musi być dobre, większość raczej się nie myli. Łatwiej jest bowiem iść z prądem i głównym nurtem tłumu niż być samotnie przeciw. Jeżeli niskie pobudki tłumu wzmacniane są silnym przekazem medialnym opór jest tym trudniejszy. Autorytet mediów, instytucji, ekspertów wywiera tak ogromny wpływ na pogląd pojedynczego człowieka, często człowieka o słabym charakterze, że łatwo poddaje się poglądom innych. Przyjmuje je niejako za swoje.

Obecnie żyjemy z pewnością w czasach rozpasanego hedonizmu, czyli maksymalizacji przyjemności przy jednoczesnym uciekaniu od trudu i cierpienia. Nastąpiła podmiana wartości, dobre jest to co jest przyjemne, złe wszystko co nie przynosi satysfakcji, doznań, wygody. Oczywistem jest, że dziecko które przychodzi na świat wymaga opieki, trudu i wyrzeczeń. Hedonistyczny styl życia napotyka więc mocną przeszkodę na swoje drodze. Aborcja jest zatem rozwiązaniem wychodzącym naprzeciw oczekiwaniom współczesnego hedonisty. Argumentów za aborcją więc nie brakuje zarówno po stronie wykonawców „ zabiegu” jak i jej odbiorców. Jednak te argumenty przytoczone powyżej nie dają odpowiedzi dlaczego w ciągu kilku dziesięciu lat na całym świecie ukształtowanym jednak na fundamencie chrześcijańskiego dekalogu, gdzie -nie zabijaj- jest kluczowym aksjomatem, dokonała się taka potężna przemiana. Uważam, że powody te nie są wystarczającymi odpowiedziami, źródło aborcji leży gdzieś głębiej. Jeżeli przeanalizujemy badania ludzi rzetelnie oceniających skutki dzieciobójstwa w umysłach matek, skutki dla ich psychiki to dochodzimy do wniosku, że kobiety te mają głęboki wyrzut sumienia, choć mocno to ukrywają. Matki czują, że dokonały zbrodni na własnym dziecku. To powoduje zaniżenie własnej wartości. Człowiek bowiem mimo dokonywanych zbrodni pozostaje człowiekiem i ma swoją godność. Destrukcja osobowości kobiety jest widoczna a syndrom postaborcyjny w matce obecny do końca życia. Cóż zatem jest źródłem? Zanim jednak sformułuję odpowiedź kilka słów chciałbym poświęcić pornografii i całej nowej kulturze seksualnej w świecie. Aborcja to w oczywistej postaci skutek odejścia od kultury monogamicznego związku jednej kobiety i jednego mężczyzny którzy przez całe życie tworzą nierozerwalne małżeństwo i wychowują własne potomstwo. Od czasów rewolucji seksualnej końca lat sześćdziesiątych XX wieku do dziś przemysł pornograficzny zdążył przeorać całkowicie system myślenia całych narodów. Jeżeli bowiem dopuszczamy nieskrępowane niczym seksualne współżycie, rozbudzamy potężne siły tkwiące w człowieku. Seks może być potężnym czynnikiem zniewalającym człowieka. Dziś mamy do czynienia po kilkudziesięciu latach rozpowszechniania pornografii całe dziesiątki milionów ludzi uzależnionych od seksu. Seksualizacja praktykowana jest w szkołach podstawowych i przedszkolach w wielu krajach zachodnich, (często bywa przymusowa jak Niemcy , Skandynawia) pobudza do coraz głębszych dewiacji seksualnych. Jak narkoman potrzebuje coraz mocniejszych dawek odurzających tak seksoholik potrzebuje coraz to nowszych doznań i ostrzejszego seksu. Nie możemy więc dziwić się wcale, że naturalnym i logicznym krokiem po seksie jest poczęcie się dziecka w łonie kobiety. Dziecko to jednak nie jest oczekiwane przez nikogo ani przez ojca ani przez matkę, jest ubocznym produktem zwierzęcego zaspokojenia chuci człowieka. Pornografia to potężne źródło aborcji. Zatem ktoś kto organizuje i czerpie zyski z pornografii jest z pewnością odpowiedzialny za aborcję, gdyż jest to naturalny skutek niepohamowanego współżycia seksualnego na świecie. Niemniej jednak to w dalszym ciągu nie tłumaczy, dlaczego każde państwo świata dopuszcza zbrodnię dzieciobójstwa i nazywa to „prawem”. Czyż wszyscy politycy na świecie są seks-narkomanami ? Czyż wszyscy są tak zaślepieni że służą pornograficznemu lobby?. Uważam więc, że to nie w pornografii leży najgłębsze źródło aborcji. To jest bardzo ważne ogniwo tego łańcucha, ale nie najgłębsze. Wyjaśnienie powinno iść dwutorowo.

Pewne światło rzuca na sprawę konferencja klimatyczna w Kopenhadze w roku 2008. Zanim hakerzy nie wydostali tajnej korespondencji pomiędzy klimatologami europejskimi i amerykańskimi z której wynikało, że teoria o globalnym ociepleniu związanym z działalnością człowieka jako producencie dwutlenku węgla jest zwykłym oszustwem klimatologów na zamówienie ważnych osobistości i instytucji na świecie, wszyscy byli przekonani o tym jako o rzeczywistej przyczynie ocieplenia klimatu. Pamiętamy te propagandowe programy publicystyczne, artykuły w gazetach, rozprawy naukowe jak to trzeba chronić ziemię przed człowiekiem, ograniczać przemysł. Po opublikowaniu tych informacji sprawa była szeroko komentowana w gazetach. W Polsce pisała o tym Rzeczpospolita – w tym czasie jeszcze w miarę niezależne pismo. Zastanawiające jest jednak jak rządy najważniejszych państw nabrały wody w usta. Nikt nie tworzył komisji dochodzeniowych, śledczych. Na aferę rozporkową Clintona wydano miliony a na to by zbadać jak paru oszustów wprowadziło wszystkich w błąd nie było determinacji. Nie było, ponieważ najważniejsze rządy są zainteresowane utrzymywaniem tego kłamstwa w świecie. Dlaczego o tym wspominam? W Kopenhadze podczas tej konferencji klimatycznej wydarzyła się rzecz bez precedensu na skalę światową. Oto jeden z ministrów duńskich, była to bodaj minister zdrowia zaapelowała do zgromadzonych tam osobistości o konieczność szerokiego dostępu do aborcji na świecie, ponieważ każde narodzone dziecko to określona ilość dodatkowego dwutlenku węgla na ziemi. Jej zdaniem trzeba koniecznie aborcję upowszechnić aby ludzi rodziło się jak najmniej, tym samym ziemi będzie lżej. Zgromadzone tam światowe osobistości biły brawo, nikt nie zaprotestował. Prezydenci , koronowane głowy, ministrowie, premierzy delegaci rządowi, kogo tam nie było?. Chciało by się rzec tym ludziom, to samych siebie abortujcie z tego świata, skoro chcecie ulżyć ziemi. Oni mają prawo do życia dzieci afrykańskie i dzieci zwykłych ludzi już tego prawa nie mają, gdyż obciążają klimat.

Kiedy zastanowimy się głębiej nad tym wydarzeniem i popatrzymy na zbrodnię dzieciobójstwa poprzez skalę światową to dochodzimy do wniosku że źródłem aborcji jest jakaś wpływowa, ogromnie bogata grupa osób i instytucji które koordynują naciski i potężne lobby na rzecz zabijania dzieci we wszystkich państwach. Wyraźnie widać jakiś międzynarodowy plan skierowany przeciwko człowiekowi. Wszystko tu łączy się w logiczną i spójną całość. Ktoś pozwala na gigantyczną rewolucję seksualną, najważniejsze media wspierają ten temat. Aborcja, pornografia legalizowane w bardzo bliskim czasie w wielu krajach. Homoseksualizm decyzją głosowania zostaje wykreślony z listy dewiacji i chorób. Przegłosowano że odtąd jest naturalny – bo tak. Zaraz za tym pojawia się ideologia gender ze swoimi jawnymi konotacjami z marksizmu. Całkowicie sprzeczna z naturą człowieka. Gender zyskuje katedry, naukowców, instytucje. Kto i jakie siły sprawiają, że w tak krótkim czasie zostaje odwrócony porządek i wchodzi do instytucji i przepisów ustawodawczych. Tu potrzebne są jakieś ogromne wpływy i możliwości by zrealizować rzeczy tak sprzeczne z naturą i wmówić narodom, że odtąd to jest prawda i to jest dobre. Dziś demokracja jest fikcją. Starsi z pewnością pamiętają, że w  komunizmie był taki cel – stworzyć nowego sowieckiego człowieka, charakteryzującego się miłością do systemu socjalistycznego. Obecnie instytucje unijne budują człowieka europejskiego na podobnym modelu i podobnymi mechanizmami. Aborcja to bardzo ważny element nowej ideologii. Ideologii której celem jest stworzenie bezmyślnego niewolnika kochającego swoją władzę i jej wiernopoddańczą służbę. W Szwecji obecnej donos na sąsiada, który nie podziela państwowej wizji jest obywatelskim obowiązkiem.

Aborcja i jej najgłębsze źródła tkwią w nowym pełzającym totalitarnym systemie, powoli lecz nieubłaganie ogarniającym świat. Każdy jednak system totalitarny ma swoich władców, sponsorów, ideologów i oficerów oraz „pożytecznych idiotów”. Nie rodzi się z drzewa, powstaje w ludzkim umyśle, umyśle który wsparty pieniądzem, wpływami, kontaktami koordynuje projekt i prowadzi go dalej. Dokąd zmierzamy? Jaki będzie koniec tego szaleństwa? Kiedy krew niewinna przestanie płynąć.

Na te pytania dziś nie ma odpowiedzi. Twoją odpowiedzią może być przyłączenie się do małej grupy obrońców życia.

Drugi tor wyjaśnień gdzie tkwi źródło aborcji to interpretacja według chrześcijańskiej koncepcji człowieka. Wyjaśnienie to opiera się na powyższym opisie niczego z niego nie ujmując, natomiast dodaje uzupełnienie w świetle wiary Kościoła Powszechnego.

Wyjaśnienie to nie będzie zrozumiałe dla kogoś kto nie jest człowiekiem wierzącym w Boga. Szczególnie dla kogoś, kto nie podziela chrześcijańskiej antropologii i jej fundamentu jakim jest Jezus Chrystus jako Syn Boga i Odkupiciel człowieka. Jak wiemy zgodnie z Ewangelią i Pismem Świętym Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Nadał mu swą godność i obdarzył szczęściem. Człowiek grzesząc zerwał więź z Bogiem przez co został poddany wpływowi grzechu. Szatan jako główny sprawca upadku człowieka, jest jego przeciwnikiem od samego początku. Chrystus Pan który umarł za nasze grzechy zapowiadany przez wszystkich proroków Starego Przymierza, przyszedł na ziemię przybrał nasze człowieczeństwo w pełni, żył, nauczał i poniósł śmierć męczeńską za nasze grzechy. Jeżeli wierzymy w tę Prawdę, jeżeli uznajemy to za rzecz oczywistą, to równolegle musimy zdawać sobie sprawę z rzeczywistości duchowej która nas otacza. Ta rzeczywistość to nieustanne zmaganie się dobra ze złem. Pośród nas obecny jest Bóg, który wzywa do nawrócenia oraz jego aniołowie, ale także pośród nas obecny jest realny osobowy byt zły do najgłębszych granic zła jakie może istnieć. Tym bytem osobowym jest szatan. Każdy wierzący chrześcijanin zdaje sobie z tego sprawę, podkreślam wierzący, ponieważ chrześcijan tzw. „tylko z nazwy ” są miliony.

 

cdn.

 

Dział: aborcja
sobota, 08 czerwiec 2013 00:00

Ratuj życie poczęte

Jak najłatwiej bronić życia nienarodzonych dzieci?

Najprostszym sposobem dla człowieka wierzącego jest indywidualna modlitwa. W Polsce od wielu lat w całym kraju organizowana jest tzw. Duchowa Adopcja dziecka poczętego. Zatem najprostszym sposobem jest podjęcie takiego modlitewnego zobowiązania. Nasze wieloletnie doświadczenia wskazują, iż rzeczywiście Bogu bardzo zależy na tej modlitwie. Więcej informacji - w załączonej ulotce. Patrz poniżej - Pobierz załącznik.

 

Udostępniamy także aplikację Duchowej Adopcji na telefon, która będzie przypominać i prowadzić przez 9 miesięcy. Za darmo do pobrania.Kliknij i pobierz.

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.duchowa.adopcja&hl=pl

Jednocześnie dziękujemy Marcinowi Rupniewskiemu, który jako pierwszy w Polsce opracował i udostępnił tę poręczną aplkację.

 

Innym zadaniem obrony życia nienarodzonego i godności każdego człowieka to praca we własnej społeczności na rzecz wyjaśniania czym jest tzw. procedura in vitro. Wielu ludzi, w tym także wierzących chrześcijan, zupełnienie nie rozumie o co chodzi w tej metodzie, jak się ją przeprowadza, ile dzieci musi zostać stworzonych ( i następnie zginąć) w próbówce zanim narodzi się człowiek. Dziecko z próbówki to człowiek z dużym ryzykiem wielu komplikacji genetycznych i zdrowotnych. W tej nieludzkiej procedurze tworzy się dzieci, chociaż ze wzgledów ekonomicznych i jakościowych odstąpiono od niej w weterynarii. Zwierzęta rodzą się słabe, mało wydajne i koszty produkcji zwierząt tą metodą są zupełnie nieopłacalne. Natomiast wszystkie światowe autorytety i instytucje  promują tę metodę dla ludzi, jednocześnie pomijając dobre i godziwe metody leczenia niepłodności np. naprotechnologię.

 

Więcej o in vitro pod linkiem.

 http://www.stronaoinvitro.pl/invitro/techniki-in-vitro

 http://www.youtube.com/watch?v=C9KyCtIhoa0

 

Błędy w technoligii in vitro - koniecznie przeczytaj.

http://www.fronda.pl/a/bledy-w-in-vitro,29169.html

 

 

Strona 1 z 2

Wideo